Moje wyprawy rowerowe, te małe i te duże zacząłem późno, ale podobno lepiej późno niż wcale.
A wszystko zaczęło się w 1997 roku dzięki koledze Wojtkowi na Roztoczu, może nie imponująco ale jak się okazało, bardzo skutecznie. Chociaż w latach 70-tych trochę „szalałem” na składaczku, nawet zaliczyłem trasę z Lublina do Firleja i z powrotem, i takie tam małe wycieczki koło Lublina. Ale uważam że moja przygoda z rowerem zaczęła się na poważnie w 1997 roku, kiedy po powrocie z Roztocza kupiłem rower trekingowy, rzuciłem papierosy i jak do tej pory nie rozstaję się z rowerem, jeżdżę we wszystkie pory roku i praktycznie bez względu na pogodę. Teraz czuję się wolny i mogę realizować moje marzenia.